Posty

Wyświetlam posty z etykietą Biadolenie

Plotki, abstrakty i B2

Obraz
Początek grania w B2 jest raczej z tych powolnych (wciąż jesteśmy na początku). Brak tu lubianych współcześnie pościgów, wybuchów, emocji. W sumie sytuacja w module tak jak stoi (nie korzystam z niego w ten sposób), jest niezwykle statyczna.  Sporo już napisano na ten temat (np. tutaj  i tutaj , oraz tutaj , i przede wszystkim tutaj ), nie chcę się powtarzać, więc zajmę się tym, co sam zmieniłem i jak to zaburzyło moduł lub nie. Okładka B2 Strażnica Siły Chaosu wypadają blado w porównaniu z armiami Ładu, dlatego znerfiłem te drugie.  Dlatego: wywaliłem ze 40 chłopa z Strażnicy (zginęli na patrolach, w potyczce, ze stolicy nie przysłano nowych posiłków), ograniczyłem lepsze pancerze - Straż (Watch) raczej ma zbroje skórzane, dopiero Gwardia (Guard) paraduje w pełnej płycie, za trzecim czytaniem dotarło to do mnie, że pomiędzy Strażą a Gwardią powinny być jakieś niesnaski, tzn. nie wynika to wprost z modułu, ale c'mon, to ci z zewnętrznego muru nadstawiają karku i wykonują ...

Spowiedź, czyli jak najlepsze zdarzyło się poza mną

Mija rok od czasu, gdy zacząłem męczyć graczy o oesery. Kampania FATE dobiegała końca, a ja nastraszony internetowymi wieszczami (że letalne, że liczenie pierdół, że nudne postaci) z ponad miesięcznym wyprzedzeniem przygotowywałem siebie i drużynę do gry. Pierwsza sesja skończyła się TPK po godzinie. Widziałem, że miny graczy były nietęgie. Potem wraz z kolejnymi przygodami i zgonami... Nie, to nie jest tak, że śmierć postaci nic nie znaczy, po prostu oswoiliśmy się z nią. Ja również. Nie cierpię mówić graczowi czy graczce: "Nie żyjesz. Wylosuj nową postać." Na szczęście podczas tego roku powstała playlista na otarcie łez, teraz, zamiast mówić okrutne słowa, puszczamy piosenkę. Tak jest jakoś raźniej. Jednak i tak były takie momenty, gdy widziałem, że jeden czy drugi miał ochotę pieprznąć kośćmi w stół i pójść w cholerę. Cieszę się, że gram z kulturalnymi ludźmi, bo różnie mogłoby być. Z czasem gra zaczęła żyć własnym życiem i płynąć własnym rytmem. Wydaje mi się, że obecnie ...

Nieobecnym przyjaciołom

W tle można puścić Genesis  albo nie. Gry fabularne mają jeden ogromny problem (nie, no, mają ich od zaje...), są towarzyskie. By nasza radość była pełna, musimy spotykać się w grupie. Przeżywanie erpegie w samotności to nie to samo, choć ma swoje uroki .  Dobrze też, by grupa była w miarę stała. A najlepiej, by skład pozostawał niezmienny. Przecież nikt nie chce po pół roku grania usłyszeć, że wszystko będzie takie samo, tylko skład będzie nowy, lepszy, i zdrowszy (z drużyną wiążemy inne nadzieje niż z etykietą płatków śniadaniowych). Problemem jest, gdy w składzie zacznie mieszać życie, a nam zależy na jego niezmienności. Ostatnie pół roku nie jest zbyt reprezentatywne, jednak nawet wcześniej, gra zawsze w pełnym składzie   była niemożliwością. Lekką ręką połowa sesji nie odbyłaby się, a długie przerwy zmniejszyłyby entuzjazm mój i graczy, w stopniu uniemożliwiającym kontynuację. A więc, jedna czy dwie nieobecności to nie problem, to konieczność dla zachowania ciągłości...

Mechaniczny żargon w grze

I Bardzo dużo słów poświęcono ukrywaniu mechaniki przed graczami: nie używaj terminów mechanicznych, jeśli musisz, to unikaj anglojęzycznych, nie nazywaj potworów po imieniu itd. itp. Argumenty są mocne: klimat, nastrój, opowieść, bla, bla, bla... Nie wiem, dlaczego szczególnie ciężko przychodzi mi mówienie o Turach i Rundach podczas gry. To te śmieszne jednostki czasu ze starych dedeków. Zamiast konkretów owijam w bawełnę ("ok. 10 minut, kilka, kilkanaście minut, pół godziny +/- 5 minut"), by nie burzyć tego cennego klimatu. Dotychczas gracze przyjmowali to ze spokojem (w grach a la Fate może to nawet działa), teraz gdy życie ich postaci (w końcu OSR) zależy od tego, zaczynają przewracać oczami albo ja mam mroczki. Dlatego postanowiłem zerwać z dawnym obyczajem. Nie, serio! To już drugi raz, gdy się zbieram do tej zmiany - po jednej sesji mówienia konkret: 1 Tura, 2 Tury, 3 Tury[...] znowu wróciłem do starych nawyków. Teraz jednak jestem na tyle zdeterminowany, by podzielić ...

Sprawa papryki

Obraz
Kampania to byt organiczny, a przynajmniej tak staram się o niej myśleć. Ja coś od siebie dodaję, gracze coś od siebie dodają, razem coś tworzymy. Mija czas, zmieniają się inspiracje, inne  rzeczy zaczynają mnie bawić, z kolei to, co gdzieś tam na początku wydawało się ekscytujące, odchodzi w niepamięć. Na domiar złego, gdy rozpoczynamy przygodę z nową grą, tak naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać... Dość mowy-trawy. Sprawa jest prosta: w 1527 r., gdy toczy się akcja obecnej kampanii, na terenie Królestwa Węgier rozpowszechnienie papryki było wątpliwe. Z resztą ziemniaków również. I amatorzy mogą uznać, że to bez znaczenia, jednak jest to kwestia najwyższej wagi, ponieważ mi się ten kraj jednoznacznie kojarzy z gulaszem, tokajem i borowinami. Na gulasz nie ma co liczyć. Przed chwilą przeczytałem, że pierwsze udokumentowane przez Wikipedię tokaje będą za następnych 50 lat. Borowin wolę nie sprawdzać. Jest to duży problem (quasi-) historycznej kampanii. Czy warto poświęcać...

Własne

Mam kilka własnych projektów erpegowych. Grzebię sobie w nich i rozwijam je od kilku lat. W pewnych regularnych odstępach czasu wizja się zmienia. Stare pomysły odrzucam, by zrobić miejsce dla nowych. Siedzę sobie i dłubię w (nosie) mechanice niestrudzenie. Część notuję, część notatek wyrzucam, jeszcze więcej gubię, gubię zwłaszcza wątek i znaczenie starych zapisków. To jest takie nieznośne gniecenie, gdzieś w podbrzuszu albo może za uchem, taki kamyk w bucie. Ciągłe gonienie za graalem erpegie. Nie to, że jakieś ambicje, że zawojuję świat - nawet, gdybym miał grę, która mogłaby to zrobić, brak mi przekonania/charyzmy/woli poświęcenia, by świat tą szabelką zawojować. Brzmi to całkiem żałośnie, ale jeszcze gorzej jest, gdy już zbiorę się w sobie i coś spiszę. Następnym krokiem jest zatruwanie życia graczom (pozdro!). Od pewnego momentu te projekciki przynajmniej są grywalne (pierwsze moje kroki na tym polu były zapewne takie, jak wszystkich innych, nędzne), jednak zawsze jest coś, c...

Nadmiar

Mija kolejna minuta przeglądania DriveThru w poszukiwaniu okazji, kolejny kwadrans przeskakuję z bloga na blog w poszukiwaniu tekstu, który mnie wciągnie, choć mam już 14 otwartych kart na później (znacie pewnie to "później", które nigdy nie nadchodzi), kolejny raz widzę bundle'a, którego mogę zgarnąć za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt ziko, który w zasadzie mnie nie interesuje, ale mogę przynajmniej pooglądać obrazki. Poproszę pełne menu z deserem i barem sałatkowym, gdybym miał jednak zgłodnieć. I dalej: 7 różnych pedefów otwartych, w tle, żeby nie przeszkadzały. I jeszcze dalej, tak na was patrzę, pierwsze dodatki, które w życiu kupiłem (było to ok. 10 lat temu, pamiętam, był świetny kurs dolara, 2.6 złotego polskiego za sztukę, poza tym z amazona przesyłka lepiej się kalkulowała, gdy zamawiałem cztery książki zamiast jednej. Czy ja się usprawiedliwiam?!), trzy śliczne z zielonymi okładkami. Od tamtego czasu głównie służyły za podkładkę do wypełniania kart postaci do...

Podróż w czasie

Obraz
Pod koniec 9. sesji dwie postaci przenoszą się przez portal w świątyni do Egiptu. Kończyliśmy grę, więc nie mówiłem nic więcej (między innymi dlatego, że ten zwrot akcji... nie byłem na to przygotowany) ponad minimum. Gracze zaczęli snuć przypuszczenia, czy ich postaci aby się nie cofnęły w czasie. Poniżej wytłumaczę, dlaczego nie. W zasadzie, zmarnowałem okazję. Gracze mi mówią, czego chcą, czemu więc miałbym im tego odmawiać. Spotykamy się, bawimy razem, męczę ich głupotami, które chodzą mi po głowie, a gdy raz czegoś oni chcą, to im tego nie daję. Jak już pewnie widać, tekst ten nie będzie opisem różnych teorii podróży w czasie, czy to naukowych, czy to literackich. Temat ten mnie nie interesuje, poza tym można znaleźć w internecie i literaturze wiele dobrych i gotowych opracowań. Gdybym miał jednak wybrać opcję najbliższą memu sercu, padłoby na Koniec Wieczności Asimova.  Przed kolejną sesją miałem trochę czasu na przemyślenia, co przeniesienie postaci do prze...

Nie jestem aktorem

Nie mam talentu dramatycznego. Odgrywając postaci niezależne nie potrafię mimiką, gestem, intonacją nadać ich działaniom właściwych znaczeń. Rzecz nie w tym, że nie są to oskarowe kreacje (a nie są), raczej problem leży w intencjach: moich i postaci, które prowadzę. Czego, u licha, chce od nas ten enpec? mogą powiedzieć gracze. Czasem wyjdzie mi lepiej, czasem sam nie wiem, o co miałoby danej postaci chodzić (a przecież to ja ją odgrywam!). Nie chcę, by gracze nie mogli polegać na informacjach otrzymywanych ode mnie. Od tego może zależeć życie ich postaci. Jasne, w codziennych relacjach międzyludzkich mylimy się, źle interpretujemy zachowanie innych, jednak raczej możemy polegać na nim i zazwyczaj nam to wychodzi wystarczająco dobrze. Na myśli przychodzą mi doświadczenia z L.A. Noire. Gra była wychwalana za ekspresję modeli, ba!, grając w nią miałem podejmować decyzję w oparciu o tą ekspresję podczas prowadzenia przesłuchań (rzecz była o policjancie w L.A.). Bardzo ...