Posty

Wyświetlam posty z etykietą Nie-konkretne RPG

Spowiedź, czyli jak najlepsze zdarzyło się poza mną

Mija rok od czasu, gdy zacząłem męczyć graczy o oesery. Kampania FATE dobiegała końca, a ja nastraszony internetowymi wieszczami (że letalne, że liczenie pierdół, że nudne postaci) z ponad miesięcznym wyprzedzeniem przygotowywałem siebie i drużynę do gry. Pierwsza sesja skończyła się TPK po godzinie. Widziałem, że miny graczy były nietęgie. Potem wraz z kolejnymi przygodami i zgonami... Nie, to nie jest tak, że śmierć postaci nic nie znaczy, po prostu oswoiliśmy się z nią. Ja również. Nie cierpię mówić graczowi czy graczce: "Nie żyjesz. Wylosuj nową postać." Na szczęście podczas tego roku powstała playlista na otarcie łez, teraz, zamiast mówić okrutne słowa, puszczamy piosenkę. Tak jest jakoś raźniej. Jednak i tak były takie momenty, gdy widziałem, że jeden czy drugi miał ochotę pieprznąć kośćmi w stół i pójść w cholerę. Cieszę się, że gram z kulturalnymi ludźmi, bo różnie mogłoby być. Z czasem gra zaczęła żyć własnym życiem i płynąć własnym rytmem. Wydaje mi się, że obecnie ...

Nieobecnym przyjaciołom

W tle można puścić Genesis  albo nie. Gry fabularne mają jeden ogromny problem (nie, no, mają ich od zaje...), są towarzyskie. By nasza radość była pełna, musimy spotykać się w grupie. Przeżywanie erpegie w samotności to nie to samo, choć ma swoje uroki .  Dobrze też, by grupa była w miarę stała. A najlepiej, by skład pozostawał niezmienny. Przecież nikt nie chce po pół roku grania usłyszeć, że wszystko będzie takie samo, tylko skład będzie nowy, lepszy, i zdrowszy (z drużyną wiążemy inne nadzieje niż z etykietą płatków śniadaniowych). Problemem jest, gdy w składzie zacznie mieszać życie, a nam zależy na jego niezmienności. Ostatnie pół roku nie jest zbyt reprezentatywne, jednak nawet wcześniej, gra zawsze w pełnym składzie   była niemożliwością. Lekką ręką połowa sesji nie odbyłaby się, a długie przerwy zmniejszyłyby entuzjazm mój i graczy, w stopniu uniemożliwiającym kontynuację. A więc, jedna czy dwie nieobecności to nie problem, to konieczność dla zachowania ciągłości...

Gotowe przygody

To była dla mnie największa rewelacja po przejściu na B/X. Na początek założyłem sobie, że zacznę korzystać z gotowych przygód, żeby się nie narobić. Jeśli gracze porzucą cudzy loszek w połowie - trudno. W 1/3 eksploracji cudzego modułu zabiorą się za coś innego - ich sprawa. Poszukiwanie gotowych materiałów, cała kultura narosła wokół przygód (spójrzcie tylko na forum facebookowe LotFPu albo na tenfootpole ) i przede wszystkim prowadzenie ich okazało się być dla mnie niezwykle odświeżającym doświadczeniem. Bo musicie wiedzieć, że, zanim sięgnąłem po LotFP, przez kilkanaście lat prowadzenia skorzystałem może ze trzech gotowców. Gdy zaczynałem mistrzować, naczytałem się całą masę poradników, które miały mnie do tego przygotować (w retrospekcji wydaje mi się, że dzisiaj udzielane są lepsze rady, ale nie jestem specjalistą, w którymś momencie straciłem zapał do tego tematu). Często powtarzano, by na początek zabrać się za coś gotowego. Chciałbym dzisiaj grzmotnąć jednego i drugiego w gł...

Nadmiar

Mija kolejna minuta przeglądania DriveThru w poszukiwaniu okazji, kolejny kwadrans przeskakuję z bloga na blog w poszukiwaniu tekstu, który mnie wciągnie, choć mam już 14 otwartych kart na później (znacie pewnie to "później", które nigdy nie nadchodzi), kolejny raz widzę bundle'a, którego mogę zgarnąć za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt ziko, który w zasadzie mnie nie interesuje, ale mogę przynajmniej pooglądać obrazki. Poproszę pełne menu z deserem i barem sałatkowym, gdybym miał jednak zgłodnieć. I dalej: 7 różnych pedefów otwartych, w tle, żeby nie przeszkadzały. I jeszcze dalej, tak na was patrzę, pierwsze dodatki, które w życiu kupiłem (było to ok. 10 lat temu, pamiętam, był świetny kurs dolara, 2.6 złotego polskiego za sztukę, poza tym z amazona przesyłka lepiej się kalkulowała, gdy zamawiałem cztery książki zamiast jednej. Czy ja się usprawiedliwiam?!), trzy śliczne z zielonymi okładkami. Od tamtego czasu głównie służyły za podkładkę do wypełniania kart postaci do...

Nie jestem aktorem

Nie mam talentu dramatycznego. Odgrywając postaci niezależne nie potrafię mimiką, gestem, intonacją nadać ich działaniom właściwych znaczeń. Rzecz nie w tym, że nie są to oskarowe kreacje (a nie są), raczej problem leży w intencjach: moich i postaci, które prowadzę. Czego, u licha, chce od nas ten enpec? mogą powiedzieć gracze. Czasem wyjdzie mi lepiej, czasem sam nie wiem, o co miałoby danej postaci chodzić (a przecież to ja ją odgrywam!). Nie chcę, by gracze nie mogli polegać na informacjach otrzymywanych ode mnie. Od tego może zależeć życie ich postaci. Jasne, w codziennych relacjach międzyludzkich mylimy się, źle interpretujemy zachowanie innych, jednak raczej możemy polegać na nim i zazwyczaj nam to wychodzi wystarczająco dobrze. Na myśli przychodzą mi doświadczenia z L.A. Noire. Gra była wychwalana za ekspresję modeli, ba!, grając w nią miałem podejmować decyzję w oparciu o tą ekspresję podczas prowadzenia przesłuchań (rzecz była o policjancie w L.A.). Bardzo ...