W (moim) erpegowym światku kilka lat temu bardzo popularne zrobiły się te wszystkie gry low prep typu: PbtA, Fate, Hillfolk itd. itp. Wspólne tworzenie świata i bohaterów, rozbudowane sesje zero, gra oparta o postaci i ich relacje, wiecie, o czym piszę. Przed sesją siadałem sobie z kartami postaci graczy i rozmyślałem (albo nie) o nadchodzącej zabawie. Z czasem szło mi coraz lepiej: jeśli na początku rzeczywiście potrzebowałem sporo czasu na przeanalizowanie sytuacji, tak z czasem było coraz łatwiej. Dlaczego wybierałem takie gry, które łatwo można przygotować? Trochę ze względu na modę, trochę lenistwo, też dlatego, że twórcy i fani byli przekonujący - te gry działają, mówili. Podobała mi się ta koncepcja, mniej roboty dla mnie, ta sama radość przy stole. I tak mijały lata, a ja wkładałem coraz mniej wysiłku w poszczególne sesje (niekoniecznie kampanie, akurat zarys i początek gry miałem przemyślany). Aż w końcu prawie w ogóle przestałem się przygotowywać: bo jakoś to będzie, mam ws...
Świetnie się to czyta :)
OdpowiedzUsuń