Spowiedź, czyli jak najlepsze zdarzyło się poza mną
Mija rok od czasu, gdy zacząłem męczyć graczy o oesery. Kampania FATE dobiegała końca, a ja nastraszony internetowymi wieszczami (że letalne, że liczenie pierdół, że nudne postaci) z ponad miesięcznym wyprzedzeniem przygotowywałem siebie i drużynę do gry. Pierwsza sesja skończyła się TPK po godzinie. Widziałem, że miny graczy były nietęgie. Potem wraz z kolejnymi przygodami i zgonami... Nie, to nie jest tak, że śmierć postaci nic nie znaczy, po prostu oswoiliśmy się z nią. Ja również. Nie cierpię mówić graczowi czy graczce: "Nie żyjesz. Wylosuj nową postać." Na szczęście podczas tego roku powstała playlista na otarcie łez, teraz, zamiast mówić okrutne słowa, puszczamy piosenkę. Tak jest jakoś raźniej. Jednak i tak były takie momenty, gdy widziałem, że jeden czy drugi miał ochotę pieprznąć kośćmi w stół i pójść w cholerę. Cieszę się, że gram z kulturalnymi ludźmi, bo różnie mogłoby być. Z czasem gra zaczęła żyć własnym życiem i płynąć własnym rytmem. Wydaje mi się, że obecnie ...