Posty

Jadalne, niejadalne i trujące

Obraz
Ciężko jest mi powiedzieć cokolwiek nowego o gnomach. Mógłbym wprowadzić do swojej fantasy-Europy te, o których pisał Patrick Stuart . Nie są mi one jednak do końca w smak. Dlatego zamierzam odnieść się do słów jednego z graczy, które wszystko czynią jasnym: "Gnomy tradycyjnie dzielimy na jadalne, niejadalne i trujące." To jest baza, od tego wyjdziemy w naszych rozważaniach, powyższe założenie rozciągniemy do samych jego granic, by przekonać się, co kryje w sobie gnom. Jest nam o tyle łatwiej, że gnomy jadalne zostały już uprzednio opisane. Niestety, nie nam przypadł laur pierwszeństwa. Zainteresowany czytelnik może znaleźć opis jadalnego szczepu tego dziwnego ludu (a może ludku?) w księdze, do której prowadzi ten odnośnik. Tutaj w skrócie wyjaśnię: gnomy rozmnażają się poprzez bycie zjedzonym przez człowieka. O ile ojciec (gnom) trwa dalej w swoim potomstwie, o tyle człowiek (matka) znika! Wybiegliśmy trochę do przodu, a przecież powinniśmy najpierw  zastanowić si...

Gotowe przygody

To była dla mnie największa rewelacja po przejściu na B/X. Na początek założyłem sobie, że zacznę korzystać z gotowych przygód, żeby się nie narobić. Jeśli gracze porzucą cudzy loszek w połowie - trudno. W 1/3 eksploracji cudzego modułu zabiorą się za coś innego - ich sprawa. Poszukiwanie gotowych materiałów, cała kultura narosła wokół przygód (spójrzcie tylko na forum facebookowe LotFPu albo na tenfootpole ) i przede wszystkim prowadzenie ich okazało się być dla mnie niezwykle odświeżającym doświadczeniem. Bo musicie wiedzieć, że, zanim sięgnąłem po LotFP, przez kilkanaście lat prowadzenia skorzystałem może ze trzech gotowców. Gdy zaczynałem mistrzować, naczytałem się całą masę poradników, które miały mnie do tego przygotować (w retrospekcji wydaje mi się, że dzisiaj udzielane są lepsze rady, ale nie jestem specjalistą, w którymś momencie straciłem zapał do tego tematu). Często powtarzano, by na początek zabrać się za coś gotowego. Chciałbym dzisiaj grzmotnąć jednego i drugiego w gł...

Sprawa papryki

Obraz
Kampania to byt organiczny, a przynajmniej tak staram się o niej myśleć. Ja coś od siebie dodaję, gracze coś od siebie dodają, razem coś tworzymy. Mija czas, zmieniają się inspiracje, inne  rzeczy zaczynają mnie bawić, z kolei to, co gdzieś tam na początku wydawało się ekscytujące, odchodzi w niepamięć. Na domiar złego, gdy rozpoczynamy przygodę z nową grą, tak naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać... Dość mowy-trawy. Sprawa jest prosta: w 1527 r., gdy toczy się akcja obecnej kampanii, na terenie Królestwa Węgier rozpowszechnienie papryki było wątpliwe. Z resztą ziemniaków również. I amatorzy mogą uznać, że to bez znaczenia, jednak jest to kwestia najwyższej wagi, ponieważ mi się ten kraj jednoznacznie kojarzy z gulaszem, tokajem i borowinami. Na gulasz nie ma co liczyć. Przed chwilą przeczytałem, że pierwsze udokumentowane przez Wikipedię tokaje będą za następnych 50 lat. Borowin wolę nie sprawdzać. Jest to duży problem (quasi-) historycznej kampanii. Czy warto poświęcać...

Własne

Mam kilka własnych projektów erpegowych. Grzebię sobie w nich i rozwijam je od kilku lat. W pewnych regularnych odstępach czasu wizja się zmienia. Stare pomysły odrzucam, by zrobić miejsce dla nowych. Siedzę sobie i dłubię w (nosie) mechanice niestrudzenie. Część notuję, część notatek wyrzucam, jeszcze więcej gubię, gubię zwłaszcza wątek i znaczenie starych zapisków. To jest takie nieznośne gniecenie, gdzieś w podbrzuszu albo może za uchem, taki kamyk w bucie. Ciągłe gonienie za graalem erpegie. Nie to, że jakieś ambicje, że zawojuję świat - nawet, gdybym miał grę, która mogłaby to zrobić, brak mi przekonania/charyzmy/woli poświęcenia, by świat tą szabelką zawojować. Brzmi to całkiem żałośnie, ale jeszcze gorzej jest, gdy już zbiorę się w sobie i coś spiszę. Następnym krokiem jest zatruwanie życia graczom (pozdro!). Od pewnego momentu te projekciki przynajmniej są grywalne (pierwsze moje kroki na tym polu były zapewne takie, jak wszystkich innych, nędzne), jednak zawsze jest coś, c...

Dwa Księżyce | Płeć jako wiek

Obraz
Jeden | Dwa Jeden Księżyc, pomieszana kraina jasnego i ciemnego, RaczejKrólowa pokłócona z ByćMożeWładcą, sen i bezsens, wiersze zamiast prozy (zła liryka w miejsce złej prozy!), duchy zwierząt i roślin, które nigdy nie znalazły miejsca w Edenie . Ryc. Lasy albo morza Księżyca Wieczna wojna, ciągła uczta, czas dopiero powstanie, pokój dopiero nadejdzie, a wraz z nim tułaczka! Wtedy pozna Szczęśliwy Lud, co to znaczy smutek, przekleństwo. Obyś żył w spokojnych czasach, tak mówili tam na Księżycu, zanim poznali, co to jest czas. Ryc. Księżycowe chmury Gdy nadszedł, był niczym huragan, wstrząsną całą Krainą Elfów (wywiał córkę ByćMoże i Raczej bardzo daleko, Alweryk nie odnajdzie już swojej ukochanej, ByćMoże nie rzuci swoich zaklęć, to nie ta baśń), rozbił ją na dwoje i na zawsze splótł ze sobą Królową i Władcę, i ich zwaśnionych poddanych. I tak jak Jasny Księżyc ustępuje miejsca Księżycowi Ciemnemu, tak Królowa ustępuje miejsca Władcy, a mężczyzna kobiecie w ka...

Brody z metalu

Obraz
Podejście pierwsze: rustykalne&przaśne Gdy Pan Bóg stwarzał świat, potrzebował pomocników. Usypianie smoków i gigantów, by tworzyły łańcuchy górskie, kierowanie ziemnych czerwi, by przebijając się przez skorupę tworzyły Żyły Ziemi, upychanie żywiołaków skał i ognia w ciasnym jądrze naszego świata, czy też przykuwanie nimf i rusałek do źródeł rzek i strumieni to ciężka praca. A przecież wszystkie rośliny i zwierzęta: wodne i powietrzne, bydło wszelakie też musiały dopiero powstać, by być podwładne człowiekowi. Ogrom prac wymagał wielkiego mnóstwa pomocników, zarówno tych duchowych, jak i cielesnych. Wezwał więc Pan aniołów i wybrał spośród nich najtwardszych, oblekł ich w ciało z kamienia i posłał w świat, by budowały jego fundamenty i jądro, i góry, i Żyły Ziemi. Gdy wszystko było skończone, a Człowiek już się przebudził, rzekł Pan do aniołów w kamiennych ciałach: "Dzielnie pracowałyście, to i nagroda was nie ominie, zejdźcie w podziemia tego świata i weźcie je sobie w po...

Gnomy w burzy

Kampania LotFP idzie do przodu. Powoli odrabiam się z przygotowywania piaskownicy dla graczy, Świątynia Złych Żywiołów w wersji środkowoeuropejskiej nabiera rumieńców, pozostałe moduły, lochy i przygody powoli są rozgramiane przez graczy albo nie. 1 TPK, oprócz tego 1 trup i dwie postaci wymagające kilkudniowej rekonwalescencji. Przejście z Fate na OSR okazało się być wyjątkowo gładkie dla mnie i dla graczy, wyjąwszy pierwszą sesję przedwcześnie zakończoną zgonami (4/4). Na sesje wkradła się groza i autentyczna obawa o postać, więcej jest kombinowania i gry  w grze. Mniej zbaczania z głównego wątku spotkania (co jest dziwne, biorąc pod uwagę moją dygresyjność). Zastąpiłem pytanie "Co chcesz, żeby twoja postać osiągnęła?" na "Co robisz?". Mam poczucie, że osadza nas to bardziej w świecie przedstawionym - abstrakcyjność Fate nam (mi?!) nie służyła - zbyt wiele uwagi poświęcałem dobraniu zasad do sytuacji i jeszcze uzasadnieniu ich, a to wybijało nas z rozgrywki...

Życie bez zaimków

Obraz
Na dole jest wersja dla leniwych.  Pewnie słyszeliście tę ciekawostkę, że dzieci do trzeciego roku życia nie rozumieją zaimka "ja" i mówią o sobie w trzeciej osobie. "Chce siusiu." "Zrobi pupu." etc. Podobnie rzecz ma się z niziołkami, które żyją w kibucach (czyli zdecydowanej większości niziołków; dalej w tekście autor będzie się odnosił do tych niziołków jako do kibucników, w przeciwieństwie do pozostałych, które będą nazywane niziołkami po prostu). Zazwyczaj używają one innej formy ("chciało siusiu", "zrobiło pupu"), poza tym unikają one wszelkich zaimków, a więc: osobowych (np.  ja, ty, on, ona, ono, my, wy, oni, one ), zwrotnych (np.  się, siebie, sobie ) i wreszcie dzierżawczych: (np.  mój, twój, jego, jej, nasz, wasz, ich ). Zwyczaj ten być może wynika z tego, że kibucniki wykazują się zupełnym brakiem zrozumienia, a może nawet możliwości  zrozumienia, pojęć osoby i własności. Jeśli dla ludzkiego dziecka oczywistością ...

Nadmiar

Mija kolejna minuta przeglądania DriveThru w poszukiwaniu okazji, kolejny kwadrans przeskakuję z bloga na blog w poszukiwaniu tekstu, który mnie wciągnie, choć mam już 14 otwartych kart na później (znacie pewnie to "później", które nigdy nie nadchodzi), kolejny raz widzę bundle'a, którego mogę zgarnąć za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt ziko, który w zasadzie mnie nie interesuje, ale mogę przynajmniej pooglądać obrazki. Poproszę pełne menu z deserem i barem sałatkowym, gdybym miał jednak zgłodnieć. I dalej: 7 różnych pedefów otwartych, w tle, żeby nie przeszkadzały. I jeszcze dalej, tak na was patrzę, pierwsze dodatki, które w życiu kupiłem (było to ok. 10 lat temu, pamiętam, był świetny kurs dolara, 2.6 złotego polskiego za sztukę, poza tym z amazona przesyłka lepiej się kalkulowała, gdy zamawiałem cztery książki zamiast jednej. Czy ja się usprawiedliwiam?!), trzy śliczne z zielonymi okładkami. Od tamtego czasu głównie służyły za podkładkę do wypełniania kart postaci do...

13. Happy end

Obraz
Dobrnęliśmy do końca kampanii. Dotychczas rzadko mi się udawało dociągnąć drużyny do tego momentu, więc radość jest tym większa. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy, gdy odstępy pomiędzy kolejnymi spotkaniami wydłużały się coraz bardziej, zacząłem powątpiewać o sukcesie, perspektywa rosnących oczekiwań moich i graczy mi coraz bardziej ciążyła, a na Fate'a nie chciało mi się patrzeć. W sumie to cieszę się, że mam to już z głowy. Grę zacząłem od kilkukrotnych deklaracji o możliwej porażce postaci, pro forma, żeby nie było pretensji. Poza tym poprosiłem wszystkich, byśmy zadali pytania, na które chcemy poznać odpowiedzi - mieliśmy ograniczony czas, chciałem się skupić na tym, co ważne. Przede wszystkim zainteresował nas los Rogu Obfitości/Penisa Ozyrysa. Poza tym Perełki, Yan-gant-y-tana, Manat... Większości ważniejszych NPCów. Podczas sesji mniej więcej do połowy było dużo skakania pomiędzy postaciami, potem drużyna w komplecie uczestniczyła w finale i rozwiązaniu akcji. Jeśli znajd...